Felietony
"Chaka" przybyła do Polski z ziem pochodzenia rasy Rhodesian Ridgeback, z dalekiej Afryki.
Jako jedna z pierwszych przedstawicielek RR w Polsce, mogła zostać matką założycielką tej pięknej rasy na naszych ziemiach. W jej żyłach płynie krew przodujących afrykańskich linii, których można doszukać się w niejednym europejskim rodezjanie.
Niestety nigdy nie stała się suczką hodowlaną.
W wieku swych psich dziewięciu lat została postawiona w sytuacji BEZ WYJŚCIA.
Albo inny dom albo...............
Małgosia Branny, po rozmowie z "właścicielką" Chaki, z rozdartym sercem zadzwoniła i powiedziała..."Asia, musimy coś zrobić, ta sunia pójdzie pod "igle""...
Zadecydowałyśmy w kilka minut, trzeba ja zabrać i to jak najszybciej!!!
Tak też się stało, następnego dnia spotkaliśmy się z "właścicielką".
I oooooooo MATKO!!!!
To jest rodezjan???!!! Nie mogliśmy w to uwierzyć. Małgosia do tej pory ma łzy w oczach jak o tym wspomina.
Chaki oczy chciały wyskoczyć z "orbit", była niesamowicie zestresowana, okropnie wychudzona, śmierdząca jakąś zatęchłą piwnicą. Mam wrażenie, że tylko ona wie, przez jakie piekło musiała przejść w ostatnich latach. Tłumaczenia właścicielki były bardzo enigmatyczne. Zarówno, co do powodów pozbywania się suki jak i warunków, w jakich mieszkała. Miała tylko przeczekać u nas okres adopcji. Przed znalezieniem nowego domu trzeba było poszukać odpowiedzi na kilka pytań.
Co to za pies??, Czy nie sprawia kłopotu?? Czy jest czysta itd?...
I tak właśnie po kilku dniach, okazało się, że "Chakusia" znalazła dom.
NASZ DOM :-)))))))))
A teraz z każdym dniem zaskakuje nas coraz bardziej. Jest psiakiem nieprzewidywalnym, z niesamowita chęcią do życia, do zabawy, szaleństw na śniegu. Szczególnie lubi młode psiaki, z którymi dokazuje jak zwariowana. Zmieniła się nie do poznania, to już zupełnie inny pies niż ten, którego poznaliśmy 1,5 miesiąca temu.
Zanim pojawiła się Chaka, mieszkał już z nami nasz Ridgeback. MATABO MOZI Folwark Zwierzęcy, nasze oczko w głowie. Były pewne opory czy to dobry pomysł, aby powiększać rodzinę, tym bardziej, iż mieszkamy w niewielkim mieszkanku i bardzo często wyjeżdżamy na wystawy. Jednak dla chcącego nic trudnego. Mozi nasz ukochany jedynaczek, początkowo nie specjalnie zapatrywał się na konkurencje. Jego Asia, jego Tomek, jego kanapa, jego mięsko itd. Jednak po krótkim czasie zorientował się, że suka to fajny kumpel a kanapa duża i razem cieplej.
Tak właśnie żyjemy sobie w Krakowie i teraz już wiemy na pewno, iż życie w czwórkę jest dużo przyjemniejsze niż w trójkę, jest to jednomyślne stwierdzenie całej naszej rodziny
Asia, Tomek, Mozi, Chaka
Kraków 2005