Moje pochodzenie
Urodziłem się ostatniego dnia czerwca dwutysięcznego pierwszego roku w podkrakowskiej Rząsce z ojca "MOMO" z wiodących linii duńskich i matki "ZIZI" o wybitnym amerykańskim pochodzeniu w hodowlanym gnieździe o orwellowskiej nazwie "Folwark Zwierzęcy" .
Razem ze mną na świat przyszło jeszcze dziewięcioro rodzeństwa i wszyscy dostaliśmy imiona na literę "M" . Mam wiele sióstr i braci także z młodszego miotu w którym wszyscy dostali imiona na literkę "Z". Kocham ich i chętnie się z nimi spotykam, lecz najbliższy memu sercu, braciszek a zarówno sąsiad i kompan wielu leśnych igraszek "JASIO" .
Od trzeciego tygodnia mojego życia byłem napastowany przez dwie dwunożne istoty, które jak się potem okazało miały stać się dla mnie najważniejsze na świecie.
To byli Asia i Tomek.
Gdy skończyłem dziewięć tygodni zamieszkaliśmy razem na krakowskim osiedlu, w niewielkim acz przytulnym mieszkanku. Na początku nie bardzo wiedziałem dlaczego tu jestem i dlaczego już nie ma mojej mamy i rodzeństwa. Dlatego darłem się w niebogłosy bo myślałem, że zaszła jakaś fatalna pomyłka a oni tego nie wiedzą. Jak już nie miałem siły to zasypiałem, ale na króciutko a potem znowu piszczałem. I tak około tygodnia dawałem znaki żeby mnie oddali do mamy, ale byli niewzruszeni. Nagle ni stąd ni zowąd zabrali mnie na pierwszy wspólny spacer do lasku wolskiego tak mi się tam spodobało że postanowiłem piszczeć znacznie mniej, ciszej i rzadziej. Zaczęło mi się podobać w tej nowej rodzince. Tyle było w domku fajnych przedmiotów do pogryzienia, tyle fajnych zapaszków do poznania, tyyyyle podłogi do obsiusiania. Jakieś buty, jakiś stolik, kanapa ojjj nabroiłem trochę za młodu ale tak swędziały mnie zęby i roznosiła szczenięca energia.
Wszystko się zmieniło jak ukończyłem dziewięć miesięcy, wtedy to zaczęliśmy odwiedzać różne miejsca, na początku w Polsce a potem coraz dalej i dalej. Nazywają to "wystawa psów rasowych", fakt wiele tam psów i każdy inaczej pachnie, tylko po co tam się biega w kółko na cieniutkiej smyczce i trzeba pokazywać zębiska i dać się dotykać nawet nie zgadniecie gdzie ?! Nie można by po prostu sobie pohasać z tymi wszystkimi psami a jeszcze lepiej z suniami. No nie wiem. Tak sobie jeżdzimy i już. Tomek to nawet już woła na mnie "Mozi globtroterze", chyba trochę przesadza ale to prawda że byłem już w wielu miejscach na świecie i nawet Afrykę widziałem, wprawdzie nie południową ale zawsze Afrykę. Byłem we Francji w Paryżu, Niemczech, Hiszpanii, Włoszech, na Gibraltarze, w Chorwacji oraz wielokrotnie w Czechach na Wegrzech i Słowacji. I domyślam się, że to nie koniec moich wystawowych podbojów... Ciągle wymyślają mi nowe przezwiska "Młodzieżowy Champion Polski", "Młodzieżowy Zwycięzca Europy", "Champion Polski", "Champion Gibraltaru", "Zwycięzca Klubu", "Zwycięzca Polski" itd. itd. Nie wiem czy nie żartują ale podobno jestem wielokrotnym zwycięzcą rasy, grupy i wystawy. Sam w to mało wierzę ale twierdzą że mają na to dowody.
Jak dla mnie to najważniejsze jest tylko to że czuję się w tym domu kimś naprawdę ważnym i bardzo mocno kochanym i zrobię wszystko żeby moja rodzinka była szczęśliwa.
Ale to już zupełnie inna historia, i jak napisał pan Kipling - mówię to JA.